Nocna rozmówka

W nocy, mogła być jedenasta, siedziałem przy biurku w swoim pokoju i czytałem książkę, gdy wtem doszły adepta rozmów 0700 przez otwarte okno jakieś głosy, gwar i hałas, jakiś niezwykły ruch w hotelu naprzeciwko. Bardziej zaniepokojony niż zaciekawiony, przebiegłem szybko owe pięćdziesiąt kroków, dzielące pensjonat od hotelu, i spotkałem na drodze gości i służbę hotelową, przejętych i zdenerwowanych. Madame Henriettę — kiedy mąż kobiecie lubiącej sex telefon  z właściwą sobie punktualnością grał jak zawsze o tej samej porze w domino z przyjacielem z Namur — nie wróciła ze zwykłego spaceru po piaszczystej terasie nadmorskiej i obawiano się, czy nie stało się co złego. Jak oszalały bawół miotał się ten ociężały zazwyczaj mężczyzna nad brzegiem morza i wołał załamującym się ze wzruszenia głosem:
—    Henriettę! Henriettę!
Ten dźwięk wśród nocy miał w sobie coś tak przerażającego i pierwotnego jak jęk śmiertelnie rannego ogromnego zwierza. Kelnerzy i boye hotelowi biegali i po schodach, to w górę, to w dół, rozbudzono wszystkich gości, zawiadomiono policję. A tymczasem tęgi mężczyzna w rozpiętej marynarce raz po raz przebiegał plażę wykrzykując wśród łkań, już całkiem bezmyślnie, drogie imię:
—    Henriettę! Henriettę!
Dziewczynki obudziły się i w nocnych koszulkach, wychylone przez okno, przywoływały matkę. Ojciec pobiegł na górę, żeby je uspokoić.
A potem stało się coś tak strasznego, iż prawie niepodobna oddać tego słowami, gdyż natura w momentach najwyższego napięcia wydobywa często z człowieka tak wielki tragizm, iż żaden obraz, żadne słowo nie zdoła go odtworzyć.

Może Ci się również spodoba